LANK to MY

LANK to MY

LANK TO MY

LANK to my. Ja i Olga.

Nie zaczynaliśmy od pomysłu na markę biżuterii. Oboje od dawna jesteśmy głęboko zakorzenieni w sztuce. Być może nie zdobyliśmy wielkiej światowej sławy, ale sztuka od lat jest częścią naszego życia. Malujemy, tworzymy, projektujemy. Szukamy nowych form i nowych sposobów opowiadania o tym, co siedzi nam w głowach.

Olga zawsze była osobą, która pchała mnie do przodu. Szczególnie wtedy, kiedy sam miałem ochotę coś odłożyć, porzucić albo przestać w to wierzyć. Z czasem sama zaczęła malować, tworzyć i projektować razem ze mną.

I to właśnie ona któregoś dnia powiedziała:

„Ciągle wkurzasz się, że kupuję biżuterię i szukam czegoś nowego. A przecież jesteś artystą. Zrób coś dla mnie.”

Pomysł oczywiście odłożyłem.

Do czasu.

Byłem wtedy w Forst, gdzie pracowałem nad rzeźbami. Pewnego dnia z kieszeni wypadła mi mosiężna moneta euro. Dziesięć albo dwadzieścia centów - dziś nawet nie pamiętam.

Pamiętam za to myśl.

Mosiądz. To może być dobre.

Nie miałem jeszcze materiału, więc postanowiłem potraktować monetę jak kawałek blachy. Wyklepać ją i zrobić prototyp. Jeżeli Oldze się spodoba, kupię właściwy materiał i zrobię kolczyki. A o tym, że pierwszy powstał z monety, przecież nie musi wiedzieć.

Powstał jeden.

Potem drugi do pary.

Połączyłem mosiądz z Lankstone - materiałem, który wcześniej stworzyłem z zupełnie inną myślą. Lankstone miał służyć do niewielkich form rzeźbiarskich i obiektów przeznaczonych do wnętrz. Biżuterii wtedy jeszcze w tym planie nie było.

Wysłałem Oldze zdjęcia.

Nie zrobiły na niej szczególnego wrażenia. Delikatnie mówiąc, zdjęcia były fatalne.

Kiedy jednak wróciłem z Forst i położyłem przed nią gotowe kolczyki, wzięła je do ręki i powiedziała:

„Wiesz co? To jest zajebiste. To jest po prostu kawałek ciebie. Musimy iść w biżuterię.”

Te pierwsze kolczyki ma do dzisiaj.

Ja nadal nie byłem przekonany.

Myślałem: maluję, robię rzeźby, fotografuję, projektuję graficznie. Czy naprawdę potrzebuję jeszcze biżuterii?

Ale zrobiłem dla Olgi następne projekty. Potem kolejne. I gdzieś po drodze pytanie przestało brzmieć „po co?”, a zaczęło: „dlaczego właściwie mielibyśmy tego nie pokazać innym?”

Zacząłem szukać. Oglądałem setki projektów, przeglądałem internet, porównywałem materiały i formy. Chciałem mieć pewność, że nie idę ścieżką, którą ktoś już przeszedł.

Nie znalazłem tego, czego szukałem.

I wtedy wydarzyło się coś pozornie małego.

Ktoś zarzucił mi, że moje projekty przypominają biżuterię tworzoną przez kogoś innego.

Wiedziałem, że tak nie jest. Wiedziałem, ile czasu spędziłem na szukaniu. Wiedziałem też, skąd wzięły się te formy i dlaczego wyglądają właśnie tak.

I chyba właśnie wtedy skończyły się moje wątpliwości.

Zamiast zastanawiać się, czy powinienem projektować biżuterię, pomyślałem, że pokażę, jak ja chcę ją projektować.

To był moment, w którym decyzja właściwie zapadła.

Powstanie marka.

LANK.

Pierwsze projekty były dla Olgi. Pierwsze eksperymenty były tylko nasze. Później pojawiła się BALLEA - pierwszy projekt, który potraktowaliśmy już jako biżuterię LANK przeznaczoną nie tylko dla nas.

Dzisiaj nadal projektujemy w ten sam sposób, w jaki wszystko się zaczęło. Nie od pytania, co powinno się znaleźć w kolekcji. Nie od tego, co akurat jest modne.

Od pomysłu.

Od materiału.

Od formy.

I bardzo często od rozmowy nas dwojga.

Bo LANK od początku nie był tylko biżuterią.

LANK to MY.

Olga i Michał

Back to blog